Recenzja: Andrzej Zarzycki, Ślad prowadzi w przeszłość

Czytając „Ślad prowadzi w przeszłość” miałem poczucie obcowania z bardzo modelowym, ale jednak ponadprzeciętnie dopracowanym kryminałem milicyjno-szpiegowskim z połowy lat 70. Punktem wyjścia jest niby zwykłe zabójstwo belgijskiego inżyniera związanego z Targami Poznańskimi, który znika po wyjeździe z Warszawy; porzucony fiat nad Zalewem Zegrzyńskim prowadzi milicję do budowy ośrodka badawczego i do dołu z wapnem, w którym ukryto ciało. Śledztwo prowadzone przez kpt. Szareckiego i por. Grada szybko przeradza się w sprawę o znaczeniu państwowym: w grę wchodzą tajne badania nad „grzymarytem”, kontrwywiad wojskowy, a w tle majaczy zachodnia siatka szpiegowska operująca z Hamburga. Najmocniej cenię w tej powieści to, że tytułowy „ślad w przeszłość” nie jest pustą metaforą – konstrukcja, która w połowie książki cofa akcję do okupacyjnej Warszawy, ruchu oporu i podziemnego sądu, nadaje całości ciężar moralny, rzadki w przeciętnych „milicyjniakach”. Dawne wybory pod presją gestapo wracają po latach jako materiał do szantażu; winy nie są czarno-białe, a wojna naprawdę kładzie się cieniem na PRL-owskiej teraźniejszości.

Realia wydają mi się stosunkowo wiarygodne: Hotel Europejski, wypożyczalnia „Orbisu”, błotnista budowa ośrodka w okolicach Serocka, bałagan w magazynach, żmudne przesłuchiwanie robotników, obieg dokumentów między instytutem a komendą – to wszystko brzmi jak oglądane z bliska późne Gierkowskie czasy. Mechanika śledztwa, z daktyloskopią, analizą śladów opon czy pracą w archiwach, też trzyma się w granicach prawdopodobieństwa, choć oczywiście milicjanci są podejrzanie skuteczni. Najbardziej umowny jest wątek super-wynalazku („grzymarytu”) i podręcznikowej zachodniej siatki szpiegowskiej, ale to typowa konwencja gatunku. Propaganda jest wyraźna – milicja i służby specjalne są fachowe, ludzkie i ostatecznie moralnie nieomylne, zachód to źródło zagrożenia, a finałowa „mowa oskarżycielska” o obywatelu, który sprzedał godność, brzmi jak wzorcowy morał – ale nie miałem wrażenia, że przykrywa ona całą fabułę. Dla mnie to solidny, klimatyczny kryminał milicyjno-szpiegowski, w którym schemat ideologiczny łączy się z dość uczciwą próbą pokazania, jak długo wojenne grzechy mogą ciążyć na życiu ludzi w Polsce lat 70.

Więcej o książce tutaj.