Recenzja: Stefan Górawski, Gorycz spełnionej zemsty
Najmocniej w „Goryczy spełnionej zemsty” uderzyło mnie to, jak bardzo ta historia wyrasta z konkretnego miejsca. Czuję, że Stefan Górawski naprawdę jest „stąd”: z Głogowa i okolic, które rozpoznaję pod lekko przetartym kamuflażem nazw Wrotla, Żartowice czy Trzepielów. Już prolog – spotkania Hieronima Wrosty i Klaudii Bernadeckiej w cukierni niemal naprzeciw głogowskiego ratusza – pokazuje, że to nie jest anonimowy kryminał z tekturową scenerią, tylko opowieść głęboko zakorzeniona w mieście nad Odrą i okolicznych wsiach.
Fabuła kręci się wokół sprawy sprzed siedemnastu lat: z Wrotli znika studentka Agata Jakubowiec, córka lokalnego potentata. Ciała nie znaleziono, corsa przepada, śledztwo grzęźnie. Po latach ojciec zaginionej wynajmuje byłego sierżanta Wrostę – teraz już wyrzuconego z policji – by prywatnie wrócił do tej sprawy. Dla mnie, po lekturze „Obsesji powziętej zemsty”, to naturalny ciąg dalszy: tam śledziłem narodziny i spełnienie obsesji Hieronima, który całe życie podporządkował zemście za śmierć matki; tu widzę go już po „spełnionej zemście”, płacącego za nią zawodową degradacją i emocjonalnym kacem.
Górawski prowadzi śledztwo jak klasyczny cold case: dużo rozmów, powrotów do tych samych faktów, mozolne wyciąganie niuansów z zeznań rodziny, sąsiadów i dawnych znajomych Agaty. Z jednej strony czułem chwilami, że to spowalnia akcję, z drugiej – właśnie ta uparta, „papierowa” robota sprawia, że późniejsze odkrycia są wiarygodne. Doceniam, jak autor wykorzystuje lokalną topografię: od Wrotli przypominającej wsie wokół Głogowa, przez wały przeciwpowodziowe nad Odrą, po wyprawy nad Jezioro Sławskie, które Wrosta przeczesuje pontonem i wykrywaczem metalu, by odnaleźć corsę Agaty. To bardziej klimat reportażu śledczego niż popisowego thrillera – i bardzo mi to odpowiada.
Kluczowy jest dla mnie wymiar emocjonalny. Tytułowa gorycz zemsty dotyka nie tylko Hieronima; odbija się też w losie Kingi Szamanek, jego kochanki z „Obsesji powziętej zemsty”, która tutaj planuje odwet na Wroście, wikła się w toksyczne relacje i coraz bardziej pogrąża w pragnieniu wyrównania rachunków. Widać, jak zbrodnia z pierwszego tomu nadal rozsadza ludzi od środka, nawet jeśli minęły lata. Jednocześnie autor wplata ciepły, wiarygodny wątek związku Hieronima i Klaudii – od rozmów o miłości w głogowskiej cukierni po spotkanie z jej rodziną i spacery do lasu „rzut beretem” od domu – dzięki czemu ten mroczny kryminał ma też mocny obyczajowy kręgosłup.
Świetnie wypadają postaci drugoplanowe, jak gadatliwy Wiechu, dawny milicjant z Wrotli, czy legendarna wiejska plotkara Zofia Cebulowa – Górawski nie bez powodu zaznacza we wstępie, że część dowcipów zaczerpnął z „przestrzeni publicznej”. Ten lokalny humor, gwara, anegdoty sprawiają, że sceneria żyje, a ja naprawdę wierzę, że taka Wrotla istnieje gdzieś za Głogowem, nawet jeśli pod inną nazwą.
Jako czytelnik „Sekretu włoskiego orzecha” mam dodatkową frajdę: pojawia się Ireneusz Waróg, teraz jako prywatny detektyw, do którego Hieronim jedzie po radę do Prądówki. To subtelne, ale wyraźne połączenie światów obu powieści – Waróg ze swoim doświadczeniem z Jemierzyc i ich „orzechowej” tajemnicy staje się dla Wrosty kimś w rodzaju starszego kolegi po fachu, który ostrzega, że prawdy nie zawsze warto dociekać do końca.
Podsumowując – w „Goryczy spełnionej zemsty” dostaję to, co w kryminałach Górawskiego lubię najbardziej: mocne osadzenie w głogowsko-prowincjonalnym pejzażu, konsekwentnie prowadzoną postać Hieronima Wrosty jako bohatera „po zemście” oraz sieć powiązań z poprzednimi książkami – „Obsesją powziętej zemsty” i „Sekretem włoskiego orzecha”. To nie jest tylko zagadka „kto zabił i gdzie schował corsę”, ale opowieść o cenie, jaką płaci się za rozdrapywanie starych ran – zarówno w rodzinach ofiar, jak i sprawców – i o tym, jak trudno w takim świecie zbudować zwyczajną, spokojną przyszłość.
Książka wydana przez Wydawnictwo CM.