Karel Čapek, Upadek rodu Votickich

Opowiadanie pochodzi ze zbioru: Opowieści z jednej kieszeni: opowiadania kryminalne

Karel Capek, Opowieści z jednej kieszeni
Karel Capek, Opowieści z jednej kieszeni

Pewnego dnia do kancelarii urzędnika policyjnego doktora Mejzlíka przyszedł niewysoki człowiek w złotych okularach i z zatroskaną twarzą.
– Archiwista Divíšek – wymamrotał. – Panie doktorze, przychodzę do pana po radę… jako do wybitnego kryminologa; powiedziano mi bowiem, że pan raczy być… niejako… szczególnie, jeśli chodzi o bardziej zawiłe sprawy… To mianowicie jest niezwykle zagadkowy przypadek – oznajmił stanowczo.
– Proszę tylko powiedzieć, o co chodzi – rzekł dr Mejzlík, biorąc do ręki ołówek i notes.
– Należałoby zbadać – wyrzucił z siebie archiwista Divíšek – kto zamordował pana Petra Berkovca, jak zmarł jego brat Jindřich i co stało się z jego żoną Kateřiną.
– Berkovec Petr – zastanawiał się dr Mejzlík. – O ile wiem, nie mamy tu żadnego zgłoszenia o jego śmierci. Chce pan złożyć doniesienie, prawda?
– Ależ nie – powiedział pan archiwista. – Ja tylko zwracam się do pana po radę, rozumie pan? Musiało się wydarzyć coś strasznego.
– Kiedy to było? – pomagał mu dr Mejzlík. – Proszę najpierw podać datę.
– No przecież w roku tysiąc czterysta sześćdziesiątym piątym – rzekł pan Divíšek, patrząc karcąco przez okulary na urzędnika policyjnego. – To powinien pan wiedzieć, panie: za błogosławionego panowania króla Jiříka z Poděbrad.
– Aha – powiedział dr Mejzlík i odrzucił notes oraz ołówek. – Zatem, mój drogi panie – mówił z wyraźną uprzejmością – w tej sprawie bardziej przyda się doktor Knobloch. Żeby pan wiedział, to lekarz policyjny. Zaraz go panu zawołam, dobrze?
Pan archiwista posmutniał.
– Szkoda – powiedział – tak bardzo pana mi polecano. Wie pan, przygotowuję właśnie dzieło historyczne o panowaniu Jiříka z Poděbrad i przy tym natrafiłem – tak, natrafiłem – na pewną rzecz, z którą nie umiem sobie poradzić.
Nieszkodliwy – postanowił dr Mejzlík.
– Mój drogi panie – powiedział szybko – obawiam się, że niewiele panu pomogę. Przyznam się panu, że z historii jestem raczej słaby.
– To błąd – odparł surowo pan Divíšek. – Historię powinien pan znać. Ale nawet jeśli, panie, nie zna pan z pierwszej ręki odpowiedniego materiału historycznego, ja przedstawię panu wszystkie ustalone okoliczności; niestety jest ich niewiele. Przede wszystkim jest tu list pana Ladislava Pcháča z Olešné do pana Jana Boršovskiego z Čerčan. Ten list jest panu oczywiście znany.
– Niestety nie – przyznał dr Mejzlík ze skruchą złego ucznia.
– Ależ człowieku! – wybuchnął oburzony pan Divíšek. – Ten list opublikował przecież już siedemnaście lat temu historyk Šebek w swoich Regentach, przynajmniej to mógłby pan wiedzieć! Tylko że – dodał, poprawiając okulary – ani Šebek, ani Pekař, ani Novotný, ani nikt inny nie poświęcił temu listowi należytej uwagi. A właśnie ten list, który oczywiście powinien pan znać, naprowadził mnie na trop tej sprawy.
– Aha – powiedział dr Mejzlík. – No to dalej.
– Najpierw ten list – powiedział pan archiwista. – Niestety nie mam tu jego tekstu, ale tylko jedna wzmianka z niego dotyczy naszej sprawy; mianowicie pan Ladislav Pcháč pisze tam do pana Boršovskiego, że jego, to znaczy pana Jana, stryj – pan Ješek Skalický ze Skalice – tego roku Pańskiego 1465 nie jest oczekiwany na dworze w Pradze, gdyż Jego Królewska Mość własnoręcznie poleciła panu Ješkowi, po tych nieszczęsnych czynach w Voticach Velenowie, jak pisze korespondent, aby na dwór królewski już nie przychodził, lecz swoją porywczość opłakiwał przed Panem Bogiem i oczekiwał sprawiedliwości Bożej.
– A więc rozumie pan – wyjaśniał pan archiwista – powiedzielibyśmy dziś, że Jego Królewska Mość król skazał pana Ješka na pozostanie w jego dobrach i majątkach. Panie, czy nie wydaje się panu coś dziwne?
– Na razie jeszcze nie – odparł dr Mejzlík, rysując tymczasem na kartce osobliwą spiralę.
– Aha! – zawołał triumfalnie pan Divíšek. – Widzi pan, Šebek też tego nie zauważył. Otóż bardzo znamienna jest, panie, ta okoliczność, że Jego Królewska Mość nie wzywa pana Ješka – choćby za jakiekolwiek nieszczęsne czyny – przed zwyczajny sąd świecki, lecz oddaje go sprawiedliwości Bożej. Tym samym Jego Królewska Mość wyraźnie daje do zrozumienia – mówił archiwista z widocznym szacunkiem – że owe nieszczęsne czyny są takiej natury, iż sam władca wyłącza je spod świeckiej sprawiedliwości. Gdyby pan znał Jego Królewską Mość – widziałby pan, że to zupełnie niezwykły przypadek; król Jiří, świętej pamięci, bardzo dbał o należyte i surowe wymierzanie sprawiedliwości.

Karel Capek, Opowieści z jednej kieszeni
Karel Capek, Opowieści z jednej kieszeni


– Może się pana Ješka bał – zauważył dr Mejzlík. – Proszę pana, w tamtych czasach…
Archiwista Divíšek oburzony zerwał się z miejsca.
– Panie – jąkał się – co pan mówi? Król Jiří miałby się kogoś bać? I to jeszcze któregoś z samych tylko rycerzy?
– No to była jakaś protekcja – powiedział dr Mejzlík. – Wie pan, u nas…
– Żadna protekcja! – krzyknął pan Divíšek, cały czerwony. – Za króla Władysława mógłby pan jeszcze mówić o protekcji; ale za króla Jiříka – nie, panie! U niego z protekcją by pan nie przeszedł! On by pana przepędził!
Archiwista nieco się uspokoił.
– Żadna protekcja. Panie, tu najwyraźniej musiało być coś szczególnego w tych nieszczęsnych czynach, skoro Jego Królewska Mość pozostawił je sprawiedliwości Bożej.
– A jakie to były czyny? – westchnął dr Mejzlík.
Pan archiwista Divíšek zdziwił się.
– To przecież pan ma mi to ustalić – powiedział ze zdumieniem. – Po cóż pan jest kryminologiem? Właśnie dlatego do pana przyszedłem!
– Na miłość boską… – bronił się dr Mejzlík, lecz archiwista nie pozwolił mu dokończyć.
– Najpierw musi pan znać fakty – powiedział pouczająco. – Gdy więc zwróciłem uwagę na tę niejasną wzmiankę, zacząłem szukać śladów owych nieszczęsnych czynów w Voticach Velenowie. Niestety nie zachował się żaden zapis; za to w kościele w Voticach Velenowie znalazłem nagrobek pana Petra Berkovca, a ten kamień, panie, pochodzi właśnie z roku 1465! Wie pan, pan Petr Berkovec był zięciem pana Ješka Skalickiego; pojął bowiem za żonę jego córkę Kateřinę. Tu mam fotografię tego nagrobka – aha, czy nie zauważa pan czegoś szczególnego?
– Nie – powiedział dr Mejzlík, oglądając z obu stron fotografię nagrobka, na którym wyryty był jakiś rycerz z rękami złożonymi na piersi, a wokół biegł napis gotycką frakturą. – Chwileczkę, w rogu jest odcisk palca.
– To pewnie mój palec – odparł archiwista – ale proszę spojrzeć na ten napis!
– Anno Domini MCCCCLXV – odczytywał z trudem dr Mejzlík. – Roku Pańskiego 1465. To chyba rok śmierci tego pana, prawda?
– Oczywiście, ale czy nie widzi pan niczego? Niektóre litery są wyraźnie większe, proszę spojrzeć! – I szybko zapisał ołówkiem: ANNO DOMINI MCCCCLXV. – Ten rzeźbiarz celowo wykuł litery O, C i C większe; to kryptogram, rozumie pan? Proszę zapisać te litery: OCC – czy nic się panu nie nasuwa?
– OCC, OCC – mruczał dr Mejzlík. – To mogłoby być… aha, skrót od occisus, prawda? To znaczy: zamordowany!
– Tak! – zawołał uroczyście archiwista. – Rzeźbiarz w ten sposób zasugerował potomnym, że szlachetny pan Petr Berkovec de Votice Velenova został podstępnie zamordowany. Oto dowód!
– A zamordował go jego teść, ten Ješek Skalický – oświadczył dr Mejzlík w nagłym przypływie historycznego natchnienia.
– Niedorzeczność – powiedział pan Divíšek z pogardą. – Gdyby pan Ješek zamordował pana Berkovca, Jego Królewska Mość wezwałby go przed sąd gardłowy. Ale to jeszcze nie wszystko, panie: zaraz obok tego nagrobka znajduje się drugi, pod którym spoczywa Henricus Berkovec de Votice Velenova, brat pana Petra; i na tym nagrobku widnieje ten sam rok 1465, tylko bez kryptogramu! A pan Jindřich na tym nagrobku trzyma w rękach miecz; rzeźbiarz chciał zapewne zasugerować, że zginął w uczciwej walce. I teraz, na Boga, niech mi pan powie, jak te dwie śmierci są ze sobą związane!

Karel Capek, Opowieści z jednej kieszeni
Karel Capek, Opowieści z jednej kieszeni


– Może to tylko przypadek – powiedział niepewnie dr Mejzlík – że ten Jindřich zginął w tym samym roku…
– Przypadek! – ryknął rozdrażniony archiwista. – Panie, my historycy nie uznajemy żadnego przypadku! Dokąd byśmy doszli, gdybyśmy dopuścili, że coś zdarzyło się przypadkiem? Tu musi istnieć jakiś związek przyczynowy! Ale to jeszcze nie wszystko. Rok później, w 1466, odszedł do Pana pan Ješek Skalický; a proszę bardzo – jego dobra Skalice i Hrádek przypadły w spadku jego kuzynowi, zwanemu panem Janem Boršovskim z Čerčan. Wie pan, co to znaczy? To znaczy, że jego córka Kateřina, którą – jak każde dziecko wie – w roku 1464 pojął za żonę właśnie pan Petr Berkovec, także już nie żyła!
A ta pani Katuša, proszę pana, nie ma nigdzie żadnego nagrobka! Czy pozwoli pan – czy to również przypadek, że pani Katuša znika nam całkowicie zaraz po śmierci swego męża? Co? Pan nazywa to przypadkiem? A dlaczego nie ma nagrobka, co? Przypadek? A może właśnie to są te nieszczęsne czyny, za które Jego Królewska Mość polecił panu Ješkowi zdać się na sprawiedliwość Bożą?
– To całkiem możliwe – powiedział dr Mejzlík z nieco większym zainteresowaniem.
– To jest zupełnie pewne – oświadczył pan Divíšek, nie dopuszczając żadnych wątpliwości. – A teraz chodzi, rozumie pan, o to, kto kogo zabił i jak to wszystko się ze sobą wiąże. Śmierć pana Ješka nas nie interesuje, ponieważ „te nieszczęsne czyny” przeżył; inaczej król Jiří nie nakazywałby mu, aby ich żałował przed Panem Bogiem. My mamy ustalić, kto zabił pana Petra, jak zginął pan Jindřich, gdzie podziała się pani Kateřina i co z tym wszystkim miał wspólnego pan Ješek Skalický.
– Chwileczkę – powiedział dr Mejzlík. – Zapiszmy sobie osoby:
Petr Berkovec – zamordowany;
Jindřich Berkovec – poległ w walce, prawda?
Katuša – zniknęła bez śladu;
Ješek Skalický – pozostawiony sprawiedliwości Bożej.
Zgadza się?
– Zgadza się – powiedział archiwista, mrugając uważnie. – Ale powinien pan mówić pan Petr Berkovec, pan Ješek i tym podobnie. Dalej.
– Przy tym wyklucza pan – zastanawiał się dr Mejzlík – że ten Ješek zamordował swojego zięcia Petra Berkovca, ponieważ w takim razie stanąłby przed sądem.
– Zostałby postawiony przed sądem królewskim – poprawił archiwista. – Poza tym wszystko się zgadza.
– No to poczekajmy: zostaje nam tylko brat Petra, Jindřich. Najpewniej Jindřich zamordował swego brata…
– To niemożliwe – mruknął archiwista. – Gdyby zamordował swojego brata, nie postawiono by mu w kościele nagrobka – a już na pewno nie tuż obok.
– Aha. Zatem Jindřich tylko wynajął zabójcę na swojego brata, a sam potem zginął w jakiejś walce, tak?
– A dlaczego w takim razie pan Ješek dostałby od króla naganę za swoją porywczość? – zauważył archiwista, niezadowolony, wiercąc się na krześle. – A gdzie nam się podziała Kateřina, co?
– To prawda – mruknął dr Mejzlík. – Proszę posłuchać, to skomplikowana sprawa. Powiedzmy więc, że ten Petr przyłapał Kateřinę in flagranti z Jindřichem i ją zabił. Dowiedział się o tym jej ojciec i w gniewie zamordował swojego zięcia…
– To też nie pasuje – sprzeciwił się pan Divíšek. – Gdyby pan Petr zabił Kateřinę za cudzołóstwo, jej ojciec tylko by to pochwalił. Panie, w tamtych czasach byli w tych sprawach surowi.
– No dobrze – zastanawiał się dr Mejzlík. – Powiedzmy, że zabił ją tak po prostu; może się z nią pokłócił…
– W takim razie i tak postawiono by jej nagrobek – kręcił głową archiwista. – To nie pasuje. Panie, ja łamię sobie nad tym głowę już od roku i nie mogę tego złożyć w całość.
– Hm – powiedział dr Mejzlík, patrząc z namysłem na tę krótką listę osób. – To diabelnie trudna sprawa. Może brakuje nam jeszcze kogoś piątego.
– Co pan chce zrobić z tym piątym? – powiedział z wyrzutem pan Divíšek. – Przecież już z tymi czterema nie potrafi pan sobie poradzić!
– W takim razie musiał to być ktoś z tych dwóch, kto zabił Berkovca: albo jego teść, albo jego brat… Ale do licha – wykrzyknął nagle – słuchajcie, a może to zrobiła sama Kateřina!
– Na Boga – wyrwało się archiwiście z niepokojem – nawet nie chciałem o tym myśleć! Jezu Maria, czy to możliwe, że zrobiła to ona? A co by się z nią potem stało?
Uszy doktora Mejzlíka poczerwieniały od wysiłku myślenia.
– Chwileczkę – powiedział i zerwał się z miejsca, zaczynając nerwowo chodzić tam i z powrotem. – Aha, aha! – wołał. – Już zaczynam to widzieć! Do licha, to jest dopiero sprawa! Tak, to się zgadza… Pan Ješek odgrywa tu główną rolę! Aha, krąg się zamyka! I dlatego on, Jiří… teraz rozumiem! Proszę posłuchać – sprytny to był człowiek, ten król Jiří!
– Był – powiedział pobożnie pan Divíšek. – Panie, to był mądry władca!
– No więc patrzcie – zaczął dr Mejzlík, siadając przy stole niemal na własnym kałamarzu – najprawdopodobniej było to tak; i gotów jestem się otruć, jeśli nie było właśnie tak! Przede wszystkim hipoteza, którą przyjmujemy, musi uwzględniać wszystkie dane fakty; żadna, nawet najdrobniejsza okoliczność nie może jej przeczyć. Po drugie musi je włączyć w jeden ciągły bieg wydarzeń; im prostszy, bardziej zamknięty i spójny jest ten ciąg, tym bardziej prawdopodobne, że rzeczy wydarzyły się właśnie tak, a nie inaczej. My nazywamy to rekonstrukcją czynu, rozumiecie? Hipoteza, która wszystkie ustalone fakty włączy w najbardziej spójny i przejrzysty tok wydarzeń, ta jest dla nas bezwzględnie obowiązująca, rozumiecie? – powiedział dr Mejzlík, patrząc surowo na archiwistę. – To nasza zasada metodologiczna.
– Tak – odparł posłusznie archiwista.
– A zatem fakty, które musimy wziąć pod uwagę, w prawdopodobnym porządku, są następujące:
Petr Berkovec pojął za żonę Kateřinę;
został zamordowany;
Kateřina znika bez nagrobka;
Jindřich ginie w jakiejś walce;
król wyrzuca Ješkowi Skalickiemu jego porywczość;
lecz nie stawia go przed sądem – a więc Ješek Skalický był w jakiś sposób w swoim prawie.
Czy to wszystkie ustalone fakty? Oczywiście. A zatem dalej: z zestawienia tych faktów wynika, że Petra nie zamordował ani Jindřich, ani Ješek; kto więc mógł go zabić? Najpewniej Kateřina. Ten domysł potwierdza się także tym, że po Kateřinie nie mamy żadnego nagrobka; najpewniej została gdzieś zakopana jak pies. A dlaczego w ogóle nie postawiono jej przed zwyczajnym sądem? Najpewniej dlatego, że jakiś porywczy mściciel zabił ją niemal na miejscu. Czy był to Jindřich? Zapewne nie; gdyby Jindřich ukarał Kateřinę śmiercią, stary Ješek zapewne by to poparł; a dlaczego więc król ganiłby go za porywczość? Wynika z tego, że Kateřinę zabił jej rozgniewany ojciec.
A teraz pozostaje pytanie, kto zabił w walce Jindřicha. Panie, kto to zrobił?
– Nie wiem – wyszeptał archiwista zdruzgotany.
– No przecież Ješek! – wykrzyknął dr Mejzlík. – Człowieku, przecież nikogo innego już tu nie mamy! Dopiero wtedy cała historia się zamyka, rozumie pan? Proszę więc spojrzeć: Kateřina, żona Petra Berkovca, zapałała – hm, jak to się mówi – grzeszną miłością do jego młodszego brata Jindřicha.
– Ma pan na to jakieś dowody? – zapytał pan Divíšek z ogromnym zainteresowaniem.
– Wynika to z logiki wydarzeń – powiedział z przekonaniem dr Mejzlík. – Proszę posłuchać: albo chodzi o pieniądze, albo o kobietę – my to znamy. W jakim stopniu Jindřich odwzajemniał to uczucie, tego nie wiem; ale tu musimy szukać motywu, dla którego Katuša miałaby zamordować swojego męża; i mówię panu wprost – oznajmił dr Mejzlík potężnym głosem – że to ona to zrobiła!
– Ja to przeczuwałem – westchnął ponuro archiwista.
– A teraz na scenie pojawia się jej ojciec, Ješek Skalický, jako rodzinny mściciel. Zabija swoją córkę, ponieważ nie chce oddać jej katu; a potem wyzywa na pojedynek Jindřicha, ponieważ ten nieszczęsny młodzieniec jest w pewien sposób współwinny zbrodni i potępienia jego jedynej córki. W tym pojedynku Jindřich ginie z mieczem w ręku. Oczywiście istnieje druga możliwość: Jindřich broni Kateřiny własnym ciałem przed rozwścieczonym ojcem i w pojedynku ginie. Ale ta pierwsza możliwość jest lepsza. Oto macie te nieszczęsne czyny. A król Jiří, ponieważ czuje, jak nie bardzo sąd ludzki jest powołany do osądzania czynu tak dziko sprawiedliwego, pozostawia zupełnie rozsądnie tego straszliwego ojca, tego porywczego mściciela sprawiedliwości Bożej. Przyzwoita ława przysięgłych zrobiłaby tak samo. W ciągu roku stary Ješek umiera potem z żalu i samotności; najpewniej na atak serca.
– Amen – powiedział archiwista Divíšek, składając ręce. – Tak właśnie było. Król Jiří, jak go znam, nie mógł postąpić inaczej. Proszę posłuchać – ten Ješek to wspaniała i surowa postać, prawda? Teraz ta sprawa jest całkowicie jasna; człowiek widzi to wprost przed oczami. I jak to wszystko się ze sobą łączy – dziwił się pan archiwista. – Panie, oddał pan wielką przysługę naszej nauce historycznej; to rzuca tak dramatyczne światło na ludzi tamtej epoki i w ogóle… – pan Divíšek machnął ręką, pokonany wdzięcznością. – Kiedy ukażą się moje Dzieje panowania króla Jiříka z Poděbrad, pozwolę sobie, panie, przesłać je panu; zobaczy pan, jak tam tę sprawę naukowo opracuję!

Po pewnym czasie dr Mejzlík rzeczywiście otrzymał potężny tom Dziejów panowania króla Jiříka z Poděbrad z serdeczną dedykacją archiwisty Divíška. Przeczytał całą książkę od A do Z, gdyż – przyznajmy to – był bardzo dumny, że ma udział w dziele naukowym; lecz nigdzie niczego nie znalazł, aż dopiero na stronie 471 w przypisach bibliograficznych przeczytał:
Šebek Jaroslav, Regesta XIV a XV. století, s. 213; list pana Ladislava Pcháča z Olešné do pana Jana Boršovskiego z Čerčan. Ciekawa, dotąd naukowo nieopracowana wzmianka o Ješku Skalickim ze Skalice zasługuje na szczególną uwagę.

Tłumaczenie: Piotr Simek

Karel Capek, Opowieści z jednej kieszeni
Karel Capek, Opowieści z jednej kieszeni